Syn Aragorna, syna Arathorna, spadkobierca Elendila, dziedzic Isildura był już dorosły. Jego ojciec-król Gondoru stawał się starcem, matka-królowa, cudowna Arwena mimo iż elfka to śmiertelna ( oddała Aragornowi swój naszyjnik z gwiazdą wieczorną).
Margadorn po elficku Ethenal od dziecka był przygotowywany do objęcia tronu i jutro miało to nastąpić, gdyż Aragorn dłużej nie był w stanie pełnić tak odpowiedzialnej funkcji.
Królewski syn podekscytowany mającym nastąpić nazajutrz wydarzeniem przechadzał się zamaszyście po swej komnacie czekając na kolację i mamrocząc pod nosem. Jego puchacz nazwany na cześć poległego towarzysza Aragorna Boromirem przyglądał mu się ciekawie ze swojej klatki. Wtem Margadorn usłyszał cichy aksamitny głos dochodzący zza okna.
- Ethenalu, chodź...Ethenalu.
Słowa były wypowiedziane po elficku. Królewicz podszedł do otworu okiennego i wsparłwszy się o klatkę z Boromirem wychylił się. W ułamku sekundy jakaś siła wyrwała go z komnaty. Margadorn od tak szybkiego rozwoju sytuacji stracił przytomność, a magiczna moc jego i puchacza poniosła w nieznane strony.
Ja piszę bloga fanfiction o Śródziemiu, możesz zajrzeć, będzie mi miło. A! jeszcze jedno, uwaga, uwaga... nie robię błędów ortograficznych! Czasem zdarzają się interpunkcyjne, ale sprawdzam wszystko z wordem.
OdpowiedzUsuńkronikawiatru.blogspot.com